Historia Dworu Ustronie


Miejsce to znane było już od XIX wieku a może wiele lat wcześniej. Okoliczna ludność od dawna wiedziała, że w miejscowym lesie „trzymały się wszelkie dzikie zwierzęta”. Chętnie uczęszczali tam mieszkańcy z pobliskich wiosek. Po wejściu do lasu ulegali chwilowemu spowolnieniu i nieodpartej chęci bezwiednego pozostania i przebywania w nim na dłużej. Chodzili tam na niedzielne spacery i w spokoju odpoczywali. W objęciach przyrody zapominali o bożym świecie. Mogli ukoić nerwy i żyć chwilą, zbierając borówki, poziomki, jagody czy grzyby. Chętnie spotykali się tam pracownicy leśni: drwale, wozacy, gajowi. Najbardziej polubili to miejsce myśliwi.

Dobra opatowskie liczące łącznie ponad 2000 hektarów z folwarkami: Trzebieniem, Frankpolem, Łęką Opatowską i obszarami leśnymi: Frankpolem, Wielisławicami, Dobrygościem, Białym Ługiem i Lesiskiem, zostały przejęte w 1810 roku przez: Ernesta barona von Reibnitz i Aleksandra hr. Moltzan z Milicza. Po nich do 1841 roku były w rękach Hipolita Rychłowskiego. Następnie posiadłością władał Ernest Goebel, który w 1865 roku sprzedał cały majątek W. Księciu Fryderykowi. Już Wielki Książę Fryderyk Badeński (1826 - 1907) zauważył korzystny wpływ tutejszego mikroklimatu na psychikę i polubił tę okolicę. Zbudował tu dwór w 1877 roku a następnie kilkaset metrów dalej w kierunku zachodnim powiększył folwark (Frangot). Zarządcą lasów opatowskich w 1881 roku i mieszkańcem Frankpola był Franz Schmidt. Natomiast w 1885 roku posiadłość ta miała 3 budynki zamieszkałe przez 15 Polaków. Prawdopodobnie część z nich mieszkała w zabudowaniach folwarcznych (Frangot) na zachód od Ustronia.

Wielki Książę grossadmiral Floty Bałtyckiej Henryk Pruski Hohenzollern (1862 - 1929) kupił cały majątek rolno-leśny tzw. klucz opatowski w 1892 r. Brat cesarza Niemiec rozdzielił zarządzanie majątkiem ziemskim i leśnym. Posiadłość ziemską ok. 1400 ha wydzierżawił Robertowi Grundmann (Oberamtm. In Opatów) Zarządzanie ok. 600 hektarami przyległych lasów i nadzorowanie rozbudowy dworku myśliwskiego powierzył swemu wiernemu adiutantowi von Seekendorf z Kilonii. Powiększył on budynek główny, dobudował prostopadłe skrzydło z wieżyczką i pomocniczymi obiektami ułożonymi na kształt podkowy. Uzyskana w ten sposób bryła pałacu myśliwskiego w 1906 r. była murowana, podpiwniczona, parterowa i tynkowana z gustownymi wystawkami okiennymi. Część pokoi gościnnych zostało usytuowanych obustronnie na całej długości poddaszy - dwuspadowych dachów. Na czubku wieży ciśnień i obserwacyjnej umieścił, blaszaną sylwetkę strzelającego myśliwego, która obracając się wskazuje kierunek wiatru. Obok pałacu wybudował wielostanowiskową stajnię dla koni i powozownię oraz pomieszczenia magazynowe. Cały obiekt korzystnie wkomponował pośród lasu i otoczył parkiem z nasadzeniami lip, dębów, akacji, buków, brzóz, świerków i innych pojedynczych okazów. Odtąd z czasem, posiadłość nabierała niepowtarzalnego przytulnego miejsca. Na dziedzińcu i w parku pozostawił skały narzutowe – głazy, które niezmiennie stanowią dodatkową atrakcję dla gości. Główne wejście do pałacu usytuował od południa. Wyposażył nowe budowle i urządził je wygodnie. We wnętrzu na wprost głównego wejścia umieścił charakterystyczny duży holl z kominkiem. W środku urządził wygodne pomieszczenia dla myśliwych i gości. Rozlokował je na parterze i poddaszu jako pokoje jedno, dwu, trzy i czteroosobowe. Wyodrębnił salę jadalną z zapleczem kuchennym i łaźnię. W czasie pierwszej wojny światowej w pałacu zorganizowano wojenny szpital polowy dla rannych żołnierzy z frontu. Po I wojnie światowej i przejęciu posiadłości przez Rzeczypospolitą Polską lasy upaństwowiono. Ze względu na charakterystyczny mikroklimat, zerową strefę promieniowania geopatycznego i bardzo zdrową wodę z miejscowej studni, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zaplanowało utworzenie w pałacu myśliwskim, zakładu leczniczego dla dzieci. Od 1928 do 1954 roku na drodze czysto administracyjnych ustaleń pałac Ustronie wraz z przyległymi lasami należał do Gminy Podzamcze w powiecie kępińskim.

Zakład Leczniczy „Ustronie” koło Opatowa, obejmujący pałacyk wraz z otoczeniem o powierzchni ok. 3 ha został utworzony w lipcu 1928 roku przez Ministra Spraw Wewnętrznych Sławoja Składkowskiego i jego drugą żonę Germanie Susanne Coillot w Polsce nazywaną „Żarmeną”. Ośrodek leczniczy w Ustroniu szybko stał się bardzo znany wśród urzędników państwowych i ich dzieci pod popularną nazwą „Biały Raj”. Przedwojenne reklamy głosiły. „Zakład ten znajduje się w okolicy zdrowotnej, na gruncie piaszczystym …o wysokości 186 metrów nad poziomem morza, otoczony z trzech stron a mianowicie od wschodu, północy i południa rozległymi gęstymi, borami sosnowymi i świerkowymi”. Zachodnia część posiadłości z widocznym parkanem ze względów na bezpieczeństwo pożarowe nie graniczyła z lasem – wychodziła na pola folwarku nazywane Frangot. Ustronie i jego otoczenie znajdujące się w zerowej strefie oddziaływania geopatycznego było i jest swego rodzaju unikatem w skali Wielkopolski.

Przystosowanie pałacu do leczenia wątłych dzieci, z podejrzeniami braku apetytu, alergii, migreny, gruźlicy, dróg moczowych, nadzorowała osobiście założycielka i opiekunka - ministrowa Germanie Składkowska (z pochodzenia Francuzka). Luksusowo urządziła sale do zabaw i nauki. Zakład wyposażony został w łaźnie z wannami kąpielowymi do których doprowadzano wodę z własnego wodociągu - wieży ciśnień a ścieki kierowano do własnej kanalizacji. Niektóre urządzenia łącznie z oświetleniem zakładu mogły funkcjonować dzięki własnej elektrowni (dynamomaszynie). Minikaplica pozwalała na odbywanie nauki religii i indywidualnych modlitw do Boga.

Na dziedzińcu po południowej stronie północnego parkanu wybudowano okazałe kilkudziesięciometrowe solarium. Tę drewnianą, otwartą, ozdobnie belkowaną i zadaszoną budowlę wykorzystywano do kąpieli słonecznych i popołudniowej sjesty w różnych porach roku. W zaciszu solarium około pół metra nad ziemią na zgrabnie wykonanej podłodze jednorazowo mogło leżakować ponad 100 dzieci. Solarium ogrzewały i oświetlały promienie słoneczne. W pierwszej połowie XX wieku powszechnie uznawano iż zdrowy wygląd można osiągnąć poprzez to, że „światło słoneczne jest tak potrzebne do życia, jak woda i powietrze a jego leczniczą moc, znali już starożytni jako jeden z elementów naszego systemu biologicznego”. Uważano, że„terapia świetlna przyspiesza gojenie się ran, regenerację tkanek i łagodzi bóle reumatyczne. Wystarcza około dziesięciu minut dziennego nasłonecznienia”. Pielęgnację młodej dziecięcej skóry i „cery” umiejętnie dostosowano do kolejnych pór roku. Obecnie wiemy, że organizm ludzki przetwarza je (światło słoneczne) na energię elektrochemiczną, niezbędną do wspierania metabolizmu i systemu endokrynologicznego.

Kompleks pałacowy i zabudowania gospodarcze otaczały dobrze utrzymane trawniki z basenem wodnym. Cały zakład był okolony wysokim parkanem. Przy wejściu naciskano dzwonek, przychodził stróż, który po wylegitymowaniu wpuszczał interesantów do środka. Pośród trawników na eksponowanym miejscu stało popiersie marszałka Józefa Piłsudskiego, zniszczone w czasie II wojny światowej. Na trawnikach rozmieszczone były huśtawkami, karuzele i przyrządy gimnastyczne z których mogły korzystać dzieci według swoich indywidualnych upodobań.
W innej części zakładu znajdował się ogród w którym dzieci własnoręcznie uprawiały przydzielone grządki. Każde dziecko mogło siać, sadzić, pielić chwasty i podlewać swoje kwiatki czy warzywa. Pod postacią „szlachetnego współzawodnictwa” przyzwyczajano dzieci do coraz większego wysiłku „aby mogły nauczyć się pracy i sprostać rywalizacji z sąsiadami”. Zakład posiadał kucyka którego najczęściej dosiadali chłopcy aby ćwiczyć się w konnej jeździe. Samochód Ford został specjalnie przystosowany do przewożenia dzieci i towarów. Wykorzystywano go do organizowania wycieczek po bliskiej okolicy i przyspieszonych powrotów do „Białego Raju” podczas kapryśnej, zmiennej pogody.
Najpiękniejsze były wycieczki piesze po zielonych lasach otaczających zakład. Latem polegały na zbieraniu jagód i grzybów, rozpoznawaniu roślin i drzew oraz słuchaniu i rozpoznawaniu śpiewu ptaków. Zimą organizowano zjeżdżanie z górki na sankach i kuligi, które przysparzały dzieciom zadowolenie i wiele radości ze wspólnie przeżytych chwil.
Zakładem kierowała Helena Kryścińska pochodząca z Kryścina k. Modlina za Warszawą. (Córka Władysława Floriana Kryścińskiego herbu Leliwa - powstańca z 1863 roku. Pochowana w rodzinnym grobowcu w Radomiu). Zakład leczniczy zatrudniał dwie nauczycielki, pielęgniarkę oraz dwie panie do pomocy wśród dzieci, pokojówki, ogrodnika, szofera, stróża, kucharki, praczki, prasowaczki i pracowników sezonowych. Pracownicy stali – służba, pracowali obowiązkowo 2 niedziele w miesiącu. Częstym gościem i nauczycielem religii dzieci urzędników państwowych był proboszcz parafii opatowskiej ks. Antoni Zarzycki. Jako dziekan dekanatu kępińskiego najczęściej osobiście prowadził nabożeństwa i Msze św. w Ustroniu. Po jego śmierci duszpasterzem parafii Opatów (od 1. 10. 1933 r.) i opiekunem duchowym dzieci z Zakładzie Leczniczym został proboszcz ks. Franciszek Komorowski. Do leczenia chorych zakład wynajmował lekarzy dojeżdżających. Najczęściej przyjeżdżał lekarz z pobliskiego Bolesławca. Część najważniejszego personelu mieszkała w Ustroniu. Pracownice i pracownicy obsługi dochodzili z Opatowa i ościennych wsi.

Utrzymanie tak luksusowego prewentorium i oddanej kadry: kierownika, wychowawczyń i personelu kuchenno-gospodarczego wymagało odpowiednich nakładów finansowych. Częściową odpłatność za utrzymanie dzieci pokrywali sami rodzice. Jeszcze w pierwszym roku działalności, dnia 7 kwietnia 1929 roku Zakład Leczniczy w Ustroniu odwiedził jego współzałożyciel minister generał S. Składkowski z żoną „Żarmeną”, która w czasie wizyty starała się sprawdzić poziom funkcjonowania prewentorium. Na zakończenie odwiedzin Ministrowa, jako założycielka lecznicy, obiecała personelowi i dzieciom dalsze wsparcie finansowe dla usprawnienia działalności placówki.

W tamtych latach Zakład Leczniczy Ustronie niezmiennie cieszył się wielką popularnością i należał do niewielu renomowanych tego typu placówek w Polsce. Odwiedziło go wielu urzędujących ministrów, wysoko postawionych oficerów i urzędników z lat trzydziestych. Przebywanie i leczenie dzieci w „Białym Raju” trwało jednorazowo około pół roku. Na umieszczenie swych dzieci w Ustroniu urzędnicy państwowi oczekiwali miesiącami.

Lata wojenne, czas okupacji hitlerowskiej były dla zamku łaskawe. Cały obiekt traktowano jako dom wypoczynkowo - porodowy dla niemieckich kobiet w ciąży i matek z małymi dziećmi. Zamek był miejscem narodzin wielu niemieckich dzieci. Akty z określeniem miejsca urodzenia w Ustroniu sporządzane były w Gminie Podzamcze do której wówczas lasy opatowskie wraz z Ustroniem należały.

Po II wojnie światowej pałac wraz z otaczającymi go lasami podobnie jak w okresie międzywojennym nadal stanowił własność państwa polskiego. Dnia 8.09.1951 roku został wydzielony notarialnie od lasów państwowych jako Pałac Myśliwski Ustronie Wlkp. o powierzchni 2,96 ha i stał się własnością Uniwersytetu w Poznaniu. Następnie z mocy ustawy, przeszedł na własność (wyodrębnionej z Uniwersytetu ) Akademii Rolniczej w Poznaniu. Uniwersytet Poznański już w pierwszych latach doprowadził do zamku Ustronie linię elektryczną, wysokiego napięcia i umieścił cztery stacje naukowo doświadczalne. Leśny Zakład Doświadczalny w Siemianicach posiadał 9 stacji. W Ustroniu ulokowane zostały: hodowla lasu, dendrometria, inżynieria leśna i technologia leśna.

W powojennych „szczęśliwych” latach wolności, w pałacu gościła młodzież: turnusy kolonijne, obozy harcerskie. Organizowano przyjęcia, szkolenia, festyny i zabawy ludowe. Przez trzy lata od 16.05.1951r. pałac dzierżawił Centralny Zarząd Przemysłu Mięsnego dla organizowania koloni letnich w miesiącach wakacyjnych. Akademia Rolnicza w Poznaniu, dnia 8.06.1956 roku czasowo przekazała pałac Ustronie w użytkowanie Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego na Dom Pracy Twórczej.

Dom Pracy Twórczej Ustronie Wlkp. przeznaczony został dla wypoczynku ludzi nauki z całego kraju. Od tego czasu DPT jako jednostka ministerialna zaczął realizować wytyczone cele. Obiekt zapewniał ciszę, wypoczynek, kontakt z przyrodą w lesie i wodami rzeki Prosny dla około 1000 osób rocznie. Przebywający w nim naukowcy wzmacniali swe siły życiowe i chętnie wracali na kolejne turnusy czy sympozja. Niektórzy z nich właśnie pod lasem w Opatowie wybudowali swoje domy na emeryturę. Jak pisał A. Wesołowski „Zorientowano się trafnie, że okolica ma charakterystyczny mikroklimat, który leczy dolegliwości krążeniowe, a woda z miejscowej studni działa na przeczyszczenie dróg moczowych, szczególnie nerek”.
Od początku istnienia kierownikiem DPT Ustronie Wlkp. tj. od lipca 1956 roku, została lubiana przez gości, energiczna i elokwentna Lucyna Tytko. Po jej odejściu na emeryturę, przez kolejne lata do 8 marca 2009 roku (tj. likwidacji DPT w „Ustroniu”) zakładem kierował jej mąż Alfred, Stanisław Tytko – spokojny, lubiany przez personel i gości. Dużym osiągnięciem obojga małżonków było uzyskanie samowystarczalności ekonomicznej zakładu jako jednostki budżetowej oraz przeprowadzenie wielu remontów i modernizacji przystosowujących wnętrza zakładu do zmieniających się nowoczesnych wymogów.
We „wspaniałych latach sześćdziesiątych” goście korzystali z uroczyska „Moszczeński Młyn” lub „Mościńskie” nad odnogą rzeki tzw. „Czarnej Prosny”. Naukowcy dla zdrowia przychodzili tam spacerkiem pieszo (ok. 2 km), innych dowożono. W uroczysku przy lesie na łące istniały zaciszne miejsca do plażowania i kąpieli w Prośnie. Nad brzegiem rzeki DPT posiadał zmagazynowane kajaki, które udostępniał swoim gościom a czasem chętnym spoza DPT za okazaniem karty pływackiej. Najbardziej gwarno bywało w niedziele kiedy zjawiało się tam dużo ludzi z Kępna i pobliskich okolic. Bawiono się i śpiewano przy gitarach i akordeonach. Zdarzało się, że do tańca na zmontowanych deskach, przygrywała kapela. Kąpielisko to istniało do czasu regulacji rzeki Prosny.
Podczas niesprzyjającej pogody część gości z Ustronia odpoczywała i czytała w zaciszu solarium, inni wędrowali po okolicy lub wędkowali w Prośnie. „Mieszczuch z dużego miasta żyjący w hałasie, tłoku, kurzu, zagoniony i zapracowany, nie dostrzega naturalnych zmienności pór roku. Dopiero tu w Ustroniu, jest na łonie przyrody, tej prawdziwej” pisał dr A. Wesołowski.
Początkowo do przewożenia gości z dworca kolejowego w Łęce Opatowskiej do Ustronia wynajmowano powózkę konną Wincentego Balcerzaka z Opatowa. Później od początku lat sześćdziesiątych przewozy z dworców kolejowych i autobusowych wykonywane były przez mikrobus zakładowy. W dni świąteczne mikrobus ten dowoził gości na nabożeństwa do kościoła w Opatowie.

Na początku lat dziewięćdziesiątych w Ustroniu kilkakrotnie przebywał przyszły Prezydent Polski Lech Kaczyński. Dnia 28 maja 2009 roku zaproszeni samorządowcy powiatu kępińskiego osobiście rozmawiali z Prezydentem L. Kaczyńskim. Wójt gminy Łęka Opatowska Witold Jankowski wręczył Prezydentowi obraz pałacyku a wicestarosta Zenon Kasprzak zaprosił do ponownych odwiedzin Powiatu Kępińskiego i Ustronia. Ludzie polskiej nauki przebywający w Ustroniu wnosili wiele pozytywnych wartości do społeczności lokalnej. Byli żywym przykładem począwszy od ubioru po godne zachowanie. Spacerując po okolicy zatrzymywali się i podejmowali ciekawe rozmowy z mieszkańcami. Często podczas tych spotkań, udzielali porad, dotyczących wielu aktualnych spraw.

 

Żródło: Florian W. Piasecki „Dwór Myśliwski Ustronie Wlkp.”